Każda kobieta posiadająca cerę tłustą lub mieszaną wie jak ciężko jest "utrzymać ją w ryzach", aby chwilę po zrobieniu makijażu się nie świecić. Ja jestem posiadaczką cery mieszanej i od zawsze boryka się z okropnym przetłuszczaniem skóry w okolicach nosa (czoło, brodę, policzki mam normalne). Bardzo długi czas szukałam kremu, który choć trochę pomógł mi z moimi problemem.
Będąc już znużona poszukiwaniami ok rok temu trafił w moje ręce krem normalizująca- matujący Herbal Care produkowany przez polską firmę Farmona, która nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach.
Według producenta jest to krem na dzień i na noc, ja jednak uważam, że skóra potrzebuje dwóch różnych kremów na dzień i na noc, więc ten stosuje tylko na dzień. Muszę powiedzieć, że nie jest to krem, który rozwiązał mój problem w całości. Jednak moja skóra zdecydowanie mniej się przetłuszcza, ale jednocześnie jest wystarczająco nawilżona. Krem nie powoduje u mnie żadnych wyprysków, nie zapycha, szybko się wchłania. Jest dość wydajny, jedno opakowanie starcza mi na ok. 3-4 miesiące regularnego stosowania, a jest to moje chyba czwarte opakowanie.
Niewątpliwie zaletą kremu jest jego bardzo przyjemny skład i jak obiecuje producent zawarte w w nim naturalne składniki aktywne.
Bardzo lubię kosmetyki tej firmy, bardzo często je polecam. Moja mama też stosuje kremy z tej serii tylko nawilżająco-wygładzający i jest zadowolona.
Zapomniałam dodać, że zaletą jest też śmieszna cena ok. 11 zł, przy czym ja dorwałam go w Hebe na promocji za 7 zł.
niedziela, 25 stycznia 2015
piątek, 16 stycznia 2015
Golden Rose velvet matte - matowy ulubieniec
W mojej kolekcji miałam do tej pory tylko jedną pomadkę Golden Rose. Lubię ją, choć zdecydowanie nie jest to szminka, po którą sięgałam jakoś często. Być może ze względu na kolor, który mnie nie porwał.
Pod choinką znalazłam Golden Rose velvet matte w kolorze 13. Szminka z nowej kolekcji tej firmy, w bardzo estetycznym bordowym opakowaniu trochę przypominającym Rimmel Kate.
Szminka ma piękny kolor ciemnego intensywnego różu, wpadającego w fuksjowy.
Mam kilka szminek w podobnych odcieniach jednak zawsze martwię się, że będą się szybko wcierały i jeśli tego nie zauważę moje usta będą wyglądały ja niepomalowane tylko obrysowane kredką . Ta szminka jest jednak tak trwała, że nie muszę się martwić, że w drodze na uczelnie zniknie z ust. W ciągu dnia musiała poprawić ją dwa razy - po jedzeniu oraz po wypiciu herbaty, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Szminka jak sama nazwa wskazuje jest matowa, co nie każdemu odpowiada, moje usta jednak dużo lepiej prezentują się z matowym produktem na ustach. Niestety po całym dniu mam wrażenie, że moje usta są lekko wysuszone i moim zdaniem jest to jedyna wada tego produktu.
Warto też dodać, że kosztuje ona 10,90 zł co moim zdaniem jest ceną śmiesznie niską jak na tak dobry produkt.
Pod choinką znalazłam Golden Rose velvet matte w kolorze 13. Szminka z nowej kolekcji tej firmy, w bardzo estetycznym bordowym opakowaniu trochę przypominającym Rimmel Kate.
Szminka ma piękny kolor ciemnego intensywnego różu, wpadającego w fuksjowy.
Mam kilka szminek w podobnych odcieniach jednak zawsze martwię się, że będą się szybko wcierały i jeśli tego nie zauważę moje usta będą wyglądały ja niepomalowane tylko obrysowane kredką . Ta szminka jest jednak tak trwała, że nie muszę się martwić, że w drodze na uczelnie zniknie z ust. W ciągu dnia musiała poprawić ją dwa razy - po jedzeniu oraz po wypiciu herbaty, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Szminka jak sama nazwa wskazuje jest matowa, co nie każdemu odpowiada, moje usta jednak dużo lepiej prezentują się z matowym produktem na ustach. Niestety po całym dniu mam wrażenie, że moje usta są lekko wysuszone i moim zdaniem jest to jedyna wada tego produktu.
Warto też dodać, że kosztuje ona 10,90 zł co moim zdaniem jest ceną śmiesznie niską jak na tak dobry produkt.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Kruche, serduszkowe ciasteczka
Ostatnio było o książkach, ale wiadomo przecież, że zawsze miło czyta się z kubkiem gorącej herbaty i ciasteczkami, szczególnie w długie zimowe wieczory. Dlatego dziś przychodzę do was z przepisem na moje ulubione kruche ciasteczka.
Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
0.5 szklanki cukru ( ja dodaje też cukier wanilinowy, ale to nie jest konieczne)
ok. 60 gram masła
ok. 60 gram margaryny
2 żółtka
(są to proporcje na mniej więcej dwie blachy, zależy od kształtu ciasteczek).
Na blachę rozwijam papier do pieczenia oraz włączam piekarnik ustawiony na temperaturę 190 stopni.
Masło oraz margarynę ( w temperaturze pokojowej lub lekko roztopione) mieszam z mąką, dodaje cukier (jeśli chcemy ciasteczka z lukrem polecam dodać mniej cukru) oraz żółtka. Ciasto ugniatam, dzielę na mniejsze części i rozwałkowuję by ciasto miało grubość ok. 3 mm. Następnie wykrawam ciasteczka (w moim przypadku wszystkie mają kształt serduszek).
Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
0.5 szklanki cukru ( ja dodaje też cukier wanilinowy, ale to nie jest konieczne)
ok. 60 gram masła
ok. 60 gram margaryny
2 żółtka
(są to proporcje na mniej więcej dwie blachy, zależy od kształtu ciasteczek).
Na blachę rozwijam papier do pieczenia oraz włączam piekarnik ustawiony na temperaturę 190 stopni.
Masło oraz margarynę ( w temperaturze pokojowej lub lekko roztopione) mieszam z mąką, dodaje cukier (jeśli chcemy ciasteczka z lukrem polecam dodać mniej cukru) oraz żółtka. Ciasto ugniatam, dzielę na mniejsze części i rozwałkowuję by ciasto miało grubość ok. 3 mm. Następnie wykrawam ciasteczka (w moim przypadku wszystkie mają kształt serduszek).
Ja ciasto podzieliłam na na małe części, bo łatwiej było mi je rozwałkowywać, ale jeśli ktoś ma dużo miejsca to szybciej będzie jeśli podzielimy ciasto na większe części.
Następnie na blasze z papierem układam moje ciasteczka .
Wstawiam do rozgrzanego piekarnika na 18 -20 minut (wyłączam, gdy ciasteczka będą lekko brązowe). Ciasteczka wyjmujemy z piekarnika i studzimy. Ja tym razem polałam je lukrem.
Tyle zostało z pierwszej blachy ciasteczek po godzinie od wyjęcia z piekarnika, nie zdążyłam nawet wszystkich polać lukrem ;) To chyba najlepsze polecenie :)
czwartek, 8 stycznia 2015
Czytelnicze wyzwanie
Jako, że mamy styczeń, temat postanowień, zmian i wszelkiego rodzaju wyzwań jest bardzo aktualny. Post o postanowieniach już był, ale tym razem więcej konkretów z mojej strony.
W internecie od pewnego czasu krąży taki obrazek:
Przyznam szczerze, że bardzo mnie zaintrygował i postanowiłam spróbować przeczytać w tym roku, książki spełniające każde z tych kryteriów. Czy mi się uda, zobaczymy w grudniu ;)Z cała pewnością, będę jednak na bieżąco informowała na blogu o postępach w moim wyzwaniu.
W takim razie lecę czytać.
Papatki :*
sobota, 3 stycznia 2015
Nowy rok...nowe (stare) postanowienia
Przyszedł nowy rok, a wraz z nim coroczne postanowienia. Moje podsumowanie mijającego roku nie było smutne, bo muszę przyznać, że sporo z moich postanowień udało mi się spełnić. Może nie w całości, ale to co udało mi się naprawdę mnie satysfakcjonuje. Przede wszystkim udało mi się ćwiczyć przez sporą cześć roku 3-4 razy w tygodniu, co przy mojej bardzo słabej kondycji i niechęci do aktywności fizycznej na początku 2014 roku, jest naprawdę dużym osiągnięciem, udało mi się zrzucić ok. 7 kilogramów (jeszcze 7 przede mną). Bardzo poprawiła mi się cera dzięki zmianie pielęgnacji. Tyle jeśli chodzi o miniony rok.
Moje plany na ten nowy rok są związane głównie z moim rozwojem naukowym, mam zamiar aktywniej poszukiwać nowych źródeł wiedzy specjalistycznej dotyczącej moich studiów oraz ponownie rozpocząć naukę rosyjskiego, którego uczyła się dwa lata. Oczywiście zamierzam nadal ćwiczyć i schudnąć jeszcze 7 kilogramów do 21 marca (wszyscy pytają się dlaczego akurat ta data: po prostu to pierwszy dzień wiosny i chciałabym zacząć nowy sezon z inna wagą).
Mam też zamiar zacząć pisać tego bloga regularnie i naprawdę wierzę, że uda mi się tych postanowień dotrzymać ;)
Moje plany na ten nowy rok są związane głównie z moim rozwojem naukowym, mam zamiar aktywniej poszukiwać nowych źródeł wiedzy specjalistycznej dotyczącej moich studiów oraz ponownie rozpocząć naukę rosyjskiego, którego uczyła się dwa lata. Oczywiście zamierzam nadal ćwiczyć i schudnąć jeszcze 7 kilogramów do 21 marca (wszyscy pytają się dlaczego akurat ta data: po prostu to pierwszy dzień wiosny i chciałabym zacząć nowy sezon z inna wagą).
Mam też zamiar zacząć pisać tego bloga regularnie i naprawdę wierzę, że uda mi się tych postanowień dotrzymać ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)












